|
www.voldemortowo.fora.pl Czyste Zuo!
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Chouhime
Administrator
Dołączył: 12 Kwi 2008
Posty: 97
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Stąd!
|
Wysłany: Nie 1:34, 03 Sty 2010 Temat postu: Historia o 1001 śmierciach |
|
|
Nadeszła północ. Iskra stanęła na szczycie kościelnej wieżyczki. Rozejrzała się po pustym mieście pod sobą. Tylko gdzieniegdzie przemykała jakaś ciemna postać zajęta swoimi ciemnymi sprawami. Pod sklepem mięsnym wylegiwał się tłusty kocur, oblizując łapy z zaschłej krwi.
Iskra zbiegła w dół dachu i skoczyła w kierunku głównej, olbrzymiej wieży oznaczonej złotym symbolem słońca. Jednak nie zmierzała na szczyt, tylko w stronę okna z tęczowym witrażem. Zakryła dłońmi oczy i rozbiła drogocenne dzieło sztuki na milion wirujących w powietrzu drobinek. Wielobarwne światło oświetliło na chwilę Iskrę w locie... a potem zaczęła spadać.
~
your turn or i gonna finish tomo... emm today in morning/afternoon hours
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Schabowe Z Lukrem
Dołączył: 13 Kwi 2008
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Czw 20:09, 14 Sty 2010 Temat postu: |
|
|
Podejrzany osobnik szedl sobie ulica, obsliniajac wszystko wokol. Z kieszeni wystawala mu/jej oderwane konczyny konia. Bylo cholernie cicho az za cicho. Panowal mrok niczym w dupie. Jedynym zrodlem swiatla byl ksiezyc w ksztalcie słońca. Osobnik szedł sobie i szedl, zostawiajac po sobie cień w ksztalcie radioaktywngo konia (byl radioaktywny naprawdeeeee i ojaaa). Nagle uslyszal huk.Wzruszyl ramionami, takie rzeczy wydarzaly sie codziennie. Wytarl sline i piernął sobie, po czym poprawil spodnie, roznoszac wokol aromaty. Westchnąl i zaczal se chodzic krzywo i do tylu niewiadomo po co, wokol wily sie stumetrowe pojebane pijane gasienice w teczowych kolorach. Pomodlil sie do slimaka, tryskajac wokol slina w podnieceniu.
- Oż ty moj slimaku winniczku jebany, tylko ty jestes winny! - pierdolil az nagle blysnelo
- O jaaaa, ale zacne swiatelko - pomyslal sobie, pierdzac i zmierzajac w strone gdzie blysnelo.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Chouhime
Administrator
Dołączył: 12 Kwi 2008
Posty: 97
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Stąd!
|
Wysłany: Nie 0:30, 17 Sty 2010 Temat postu: |
|
|
Obsydian spojrzał za siebie. Pusto. A wydawało mu się, że widział jakieś światło... Zresztą nie ważne.
Szedł właśnie do kościoła Mnysiona, boga Słońca, żywiołu ognia i wszelkiego oczyszczenia. Interesowało go szczególnie to ostatnie - czuł się bardzo nieczysty.
Wczoraj, po kilku głębszych, dał się uwieść pięknej kobiecie. Poszli do niej i spędzili razem wspaniałą, gorącą noc. Problem w tym, że ona była ladacznicą, a on miał dziewczynę. Teoretycznie.
Bowiem w praktyce ostatnio ze swoją dziewczyną widział się trzy miesiące temu. Polowała ona na hyuundry, ptaki niezwykłej wielkości i barwy. Kiedy rodziły się - miały około cala wielkości, później jednak rosły z zadziwiającą prędkością w dorosłym wieku osiągając wzrost do pięciu metrów.
Właśnie na nie polowała jego dziewczyna, Jagoda. Od kiedy wyjechała w stronę zachodzącego słońca osiemdziesiąt osiem dni temu, nie dostał od niej żadnego znaku życia.
Mógłby się tym przejąć i pojechać jej poszukać, ale jeżeli coś zraniło, bądź tym bardziej zabiło Jagodę, nie miał najmniejszych szans w pojedynku z monstrum. Poza tym - nawet jej nie kochał. Został zmuszony do związku.
Pewnego dnia, gdy do miasta przyjechał ojciec Jagody, osoba stąpająca twardo po ziemi, oświadczył, że koniec z jej nieodpowiedzialnymi zabawami - zabiera ją do domu. Na to oczywiście Jagoda przystać nie mogła, chwyciła się pierwszego pomysłu, który przyszedł jej do głowy i oznajmiła ojcu, że nie może opuścić miasta, gdyż ma tu narzeczonego. Ojcu to nie wystarczyło - poprosił o spotkanie z przyszłym zięciem. Jagoda spotkała Obsydiana czyszczącego sztylet w zaułku. Tak to się zaczęło.
Potem powodów do udawania pary robiło się coraz więcej - irytujący amanci, plotkarskie dziewczęta... poza tym miał wolny wstęp do jej willi na granicach miasta. Nawet mu za to płaciła, on jednak musiał opiekować się jej rozkapryszoną młodszą siostrą, Lukrecją. To było dosyć kłopotliwe, jakkolwiek pensja i możliwość korzystania z luksusów rezydencji zwracały trudy.
Lecz wtedy, nagle, okazało się, że już nie udają.
To nie była bynajmniej jego inicjatywa, niemniej jednak wydawało się nieuprzejmie odmawiać. Kiedy uznał, że może lepiej mimo wszystko byłoby odmówić, było już za późno.
Kilka dni szczerzył zęby i udawał miłość, nie chcąc łamać niewinnego dziewczęcego serduszka, a potem znowu postanowił postawić na szczerość.
Tylko, że wtedy Jagody już nie było. I tak nie ma jej już niemal trzy miesiące.
Obsydian stanął pod złotymi wrotami monumentalnego kościoła. Gdyby nie to, że był już na miejscu, może rozważyłby swoją nieczystość i wrócił uspokojony do domu.
On jednak zamiast tego postukał ciężką kołatką w drzwi i, wpuszczony przez ziewającego strażnika, wmaszerował do środka.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
|